|
Linki
Kontakt
|
Wpisy
|
|
2007-11-02
Pożar i przepraszanie prezydenta
|
Pewnego mrocznego popołudnia w firmie rozległ się równie mroczny dzwonek. Coś, czego nie spodziewaliśmy się zupełnie (akurat...)! Alarm przeciwpożarowy!
Z szybkością jesiennego liścia opadającego z drzewa opuściliśmy budynek, korzystając z dróg ewakuacyjnych. Dobrze, że na zewnątrz nie padało, takie zmiany żywiołów podobno nie są zdrowe. Zrobiliśmy kółeczko wokół budynku dla relaksu, i wróciliśmy z powrotem (stojąc w długiej kolejce przed drzwiami).
Całe szczęście były to tylko ćwiczenia - tak się bowiem złożyło, że nasz praktykant Maciej został w firmie. Tak czy siak - na szybką ewakuację jesteśmy przygotowani.
Zaraz przed świętami postanowiliśmy też wraz z naszymi użytkownikami wzbogacić nasze życie społeczne. Po wyborach okazało się, że panu prezydentowi - czyli naszej Głowie Państwa - zrobiło się przykro. Rozpaczliwie prosił o przeprosiny.
Tak więc my, porządni obywatele, postanowiliśmy go zaspokoić. I to jak! Od środy wieczorem - na specjalnie przygotowanej stronie - możecie przeprosić Lecha Kaczyńskiego za co tylko chcecie! To Ogólnoświatowa Akcja Przepraszania Prezydenta! Jeżeli po tym nadal będzie mu przykro, zorganizujemy Wszechświatową Akcję Przytulania!
Tak więc, jak już jesteśmy w takim nastroju - chcielibyśmy Was, drodzy czytelnicy, przeprosić - wszystkich razem i każdego z osobna. Przeprosić za ten wpis, wszystkie poprzednie i te, które dopiero się pojawią. PRZEPRASZAMY i pozdrawiamy!
|
|
Komentarzy:
17
|
|
2007-10-05
Minikonkurs i Kiełbasa Wyborcza ;)
|
 Jest jakaś dziwna prawidłowość, że w prawie każdej notce piszę coś o pogodzie. No ale cóż, przecież to głównie ona jest powodem tego, o czym właśnie chcę napisać - chorób wśród pracowników.
Nie wiedzieć czemu, chorują zawsze akurat ci z nas, którzy są w danym momencie potrzebni. Stąd napięte do granic możliwości terminy oddania niektórych projektów.
Ostatnio w bólach urodził nam się miniserwis, będący podstroną naszego humorystycznego projektu Lavira.pl. W napadzie dobrego humoru postanowiliśmy bowiem stworzyć Alternatywny Serwis Wyborczy, w którym prezentowalibyśmy przemówienia wideo naszych kandydatów - równie alternatywnych.
Okazało się jednak, że wszystko co mogło pójść nie tak - poszło jeszcze gorzej. Najpierw były problemy z nagrywaniem materiału. Połowa ekipy studia telewizyjnego była chora. Potem męczyliśmy się z systemem dodawania treści, który nam się zbiesił z powodu trzech błędów równocześnie. No cóż - nawet specjalistom nie zawsze wszystko wychodzi od razu (poza włosami :) )
W końcu jednak Kiełbasa Wyborcza - bo tak ów serwis się nazywa - ujrzała światło dzienne. Na razie można tu obejrzeć jedynie dwa filmiki, ale wkrótce dodamy kolejne (mamy już pewien szalony pomysł ;)). Co ciekawe, sami możecie za pomocą kamerki internetowej podsyłać nam swoje pomysły :) Szczegóły znajdziecie w samym serwisie.
Jest jeszcze jedna sprawa, o której warto wspomnieć. Niedawno wystartowaliśmy z serwisem Lubie.interia.pl. W odpowiedzi na rosnącą popularność userbarów, przygotowaliśmy tego typu obrazki dla użytkowników naszych serwisów.
Dla Was ciekawsza powinna być jednak ta informacja: macie szansę zdobyć upominki - takie jak nasze gadżety, kubki, zaproszenia na imprezy - w naszym minikonkursie związanym z Lubie.interia.pl. Wystarczy, że stworzycie pomysłowy userbar lub banner promujący jeden z naszych serwisów i wyślecie go na adres lubie@firma.interia.pl. Jeśli uznamy go za wart wrzucenia na nasz serwis, otrzymacie od nas wyżej wymienione nagrody. Tak więc, do dzieła i powodzenia :).
|
|
Komentarzy:
8
|
|
2007-09-30
Jesień :)
|
Jesień zbliża się wielkimi krokami. Powszechne są mniejsze i większe deszcze, drzewa są coraz bardziej "łyse", a poranki coraz chłodniejsze. Do tego wszystkiego należy dodać kilka innych jesiennych wydarzeń, które dotyczą naszej firmy.
Najbardziej oczekiwanym z nich, jest chyba jesienny wyjazd integracyjny. We wrześniu i październiku, wszyscy pracownicy (podzieleni na trzy grupy) spędzą dwa dni w Beskidzie Śląskim. Oprócz zaplanowanych szkoleń będziemy mieć dostęp do całej gamy saunowo-basenowo-bilardowo-tenisowych rozrywek. Po prostu żyć - nie umierać. O ile znajdziemy w ogóle na to chwilę czasu ;)
Mniej optymistycznym wydarzeniem było szczepienie pracowników przeciwko grypie. Nie, żebyśmy byli jakoś szczególnie chętni, żeby zachorować - ale nie od dziś wiadomo, że KAŻDY facet boi się igieł. To wydarzenie można podsumować dwoma słowami - krwawa rzeźnia. Nooo, może nie było tak źle - ale również nie od dziś wiadomo, że każdy facet lubi ubarwiać swoje opowieści :)
Żebyście jednak nie zarzucili mi, że piszę tylko o sprawach obyczajowo-społecznych firmy - na koniec zaprezentuje Wam pokrótce zmiany, które od jakiegoś czasu możecie oglądać w naszej telewizji - Interia.tv.
Najbardziej w oczy rzuca się zupełnie nowy wygląd Interia.tv. Możecie też oglądać wideo w większym oknie Do tego wreszcie połączone zostały w całość dwie telewizje - na żywo i... nie na żywo (nazywana "telewizją na życzenie"). No i doszedł kanał muzyczny, z podziałem według gatunków muzyki - coś dla każdego melomana :)
Ciekawą rzeczą jest Wideorejestrator, dzięki któremu możecie bezpośrednio z kamerki internetowej nagrać swoje filmiki, i od razu przesłać je do nas. Kto wie, może właśnie to są Wasze drzwi do sławy
P.S. A'propos telewizji internetowej - wystartowaliśmy też z nowym serwisem - www.Telewizor.tv, który pozwala Wam na stworzenie własnego kanału z wideo z dowolnego serwisu. Więcej o tym temacie - już wkrótce na blogu.
|
|
Komentarzy:
3
|
|
2007-09-10
Wywiad - dział Interia360.pl
|
INTERIA 360 jest naszym serwisem promującym dziennikarstwo obywatelskie. Jak wygląda praca w nim "od środka"? Od cze go zależy zaakceptowanie (bądź nie) danego tekstu? Na te i inne pytania postarają się odpowiedzieć Magda i Marcin (M&M's?) w krótkim wywiadzie dla bloga Interianie.
Stanowicie stosunkowo młody serwis. Jak długo już działacie i skąd zrodził się pomysł na utworzenie takiego właśnie serwisu?
Magda: Umowną datą naszego zaistnienia w sieci jest połowa lipca. Pomysł powstania takiego serwisu to odpowiedź na potrzeby rynku. Internauci nie chcą już tylko blogować - chcą sami tworzyć informacje. Ludzie lubią czytać i lubią być czytani.
Marcin: Z niecierpliwością dążymy do momentu, gdy będziemy mogli świętować 50. dzień istnienia.
Jak wygląda praca w takim serwisie i na czym ona dokładnie polega? Jaka jest idea waszego serwisu?
Marcin: Praca polega na codziennym wyrzuceniu setki grafomańskich tekstów, poprawieniu drugiej setki i wyłowieniu z nich pięciu wartych promowania. A promocja polega na lekkim podrasowaniu tekstu, by się go przyjemniej czytało, nawet jak nie ma sensu. A potem sprzedaniu z jakimś ciekawym tytułem.
Magda: Cóż przez całą dobę dziennikarze obywatelscy zamieszczają swoje teksty. Każdy tekst trzeba przeczytać, sprawdzić czy nie jest plagiatem (niestety to zjawisko jest częste) oraz doprowadzić do ładu pod względem poprawności językowej. Naszym głównym zadaniem jest jednak wyławianie perełek, które powinno się promować, co oczywiście robimy. Ta praca to swego rodzaju misja, bo kto wie czy nie odkryjemy jakiegoś wielkiego talentu pisarskiego… Wiemy, że publikując ich teksty, dajemy tym ludziom spełnienie i powody do dumy - a to nas cieszy najbardziej.
Dziennikarstwo Obywatelskie to dziennikarstwo uprawiane przez nieprofesjonalnych dziennikarzy w interesie społecznym. Zatem każdy może liczyć na publikację w waszym serwisie?
Marcin: Każdy. Może to zrobić nawet w całkiem przyziemnym interesie, choćby nawet wypromowania swojej twarzy w połączeniu z unikatowym nazwiskiem.
Magda: Tak każdy i to często jest naszą zmorą - ludzie zamieszczają dosłownie wszystko, łącznie z anonsami matrymonialnymi :) Przychodzą teksty, które zawierają jedno zdanie często mocno okraszone błędami ortograficznymi, a Doda jest jednym z ulubionych tematów naszych dziennikarzy. Generalnie piszą autorzy od 13 do 60 lat więc przekrój tego o czym i w jaki sposób się pisze jest ogromny.
Spotyka się to z dużym zainteresowaniem wśród internautów? Ile otrzymujecie tekstów w ciągu dnia?
Marcin: Tak pomiędzy 20-100. Ludzie, którzy umieją fajnie pisać i czują, co innych interesuje, mają szansę dotrzeć każdym tekstem do 20-200 tys. osób. Żaden inny serwis nie daje takiej możliwości. To ich przyciąga.
Magda: Mimo okresu wakacyjnego tekstów przychodzi sporo. Właściwie od kilku do kilkudziesięciu dziennie. Czasem czuję się jak Syzyf - zredaguję dwa, a na ich miejsce wskakują kolejne cztery. A z drugiej strony jest to mocno wciągające. Cieszy nas to, że ludzie piszą, czytają i oceniają teksty.
Co decyduje o publikacji danego tekstu? Tematyka? Jakość tekstu?
Magda: Przede wszystkim musi być w miarę poprawnie napisany, nie mówię tutaj nawet o ortografii czy interpunkcji - wystarczy, że stylistycznie jest dobry. Poza tym, jeśli temat jest “chwytliwy” i dobrze ujęty wówczas poprawia się teksty nawet bez polskich znaków i interpunkcji. Zakres tematyczny naszego serwisu szeroki, tak więc przyjmujemy niemal wszystko…
Marcin: Tematyka jednak góruje. Potem niebanalność podejścia do sprawy. No i jakość.
Co sprawia wam największą przyjemność w takiej pracy?
Marcin: Szczerze? To, że człowiek się dowiaduje się, że jego tekst przeczytało nie 10 znajomych, a 50 tys. osób.
Magda: To, że dajemy ludziom szansę na zaistnienie… no i władza, :) bo to my podejmujemy decyzję, co wchodzi do serwisu, co będzie promowane itd. Ponadto ja bardzo cenię sobie atmosferę pracy, mimo że czasem się sprzeczamy to serwisowi zwykle wychodzi to na dobre. Wiele jest też przy tym śmiechu i żartów, a że jestem w pokoju “rodzynką” to daje mi uprzywilejowaną pozycję :) Nie samą pracą żyje człowiek. Co najchętniej lubicie robić po pracy? Magda: Czytać! Zdecydowanie najlepszym sposobem na relaks jest wanna pełna piany, kieliszek wina i dobra książka, a w tle delikatne jazzowe rytmy…
Marcin: A to istnieje coś poza pracą? :)
Wywiad przeprowadziła Joanna Gołąb.
|
|
Komentarzy:
21
|
|
2007-09-07
Różne inne dźwięki...
|
Ostatnie dni w naszej firmie są sponsorowane przez literki H A Ł A S. Trwający od jakiegoś czasu remont na osiedlu Teatralnym dosięgnął bowiem chodnika przed budynkiem Interii. Efektem tego jest obecność grupy ubranych na pomarańczowo panów, którzy zabierają nam chodnik.
Całe szczęście do firmy można się bez problemu dostać przechodząc przez kładkę nad WDMC (Wielką Dziurą w Miejscu Chodnika). Gorzej, że panowie niemiłosiernie kaleczą nasze biedne uszy generowanymi dźwiękami. Czasem czujemy się jak Adaś Miauczyński w "Dniu Świra" Koterskiego. Ale remont jest konieczny, więc zaciskamy zęby, zamykamy okna i czekamy.
Inna sprawa, że w ciągu kilku dni wyjście do pobliskiego spożywczaka stało się czymś na pograniczu sportu ekstremalnego i fantastyki naukowej. Mamy bowiem po drodze kilka rowów w ziemi, do tego cały teren jest gdzieniegdzie poprzecinany czerwono-białymi taśmami zabezpieczającymi, a do tego spora ilość kierowców uznaje miejsce remontu za najlepszy możliwy parking w okolicy.
By nie być gołosłownym - chociażby w tym momencie za otwartym oknem słyszę: nisko lecący samolot, pana z wiertarką, szczekanie psa i jakieś bawiące się dzieci. Całe szczęście, chodnik kradną dziś po drugiej stronie budynku.
W okolicy są też widoczne efekty ostatniej burzy nad Krakowem. Zastanawiam się, dlaczego przez tydzień nikt nie zdążył usunąć z chodnika nieopodal firmy wyrwanych z korzeniami krzaków, a za oknem ciągle widzę drzewo z ułamaną i wiszącą niebezpiecznie gałęzią.
Do tego jeszcze ten deszcz. Nie wiem jak w innych częściach kraju, ale w Krakowie od 3-4 dni, bez przerwy mamy ogromny przepływ H2O z nieba na Ziemię. Jak tylko spojrzę w okno, od razu przypomina mi się cytat z "Forresta Gumpa":
Pewnego dnia jak zaczęło padać, tak padało przez 4 bite miesiące. Poznaliśmy różne rodzaje deszczu: mały kłujący deszczyk i wielki duży deszcz. Deszcz lejący z boku, a czasami wydawało się, że krople lecą z ziemi.
Wiem, wiem - zrzędliwy dziś jestem. Ale jak tu nie zrzędzić, kiedy wszelkie możliwe hałasy zbierają się w jednym momencie dookoła budynku, w którym siedzę codziennie w skupieniu przez osiem godzin? Złośliwość rzeczy martwych? No ale - żyć dalej trzeba, więc wracam do pracy i wsłuchiwania się w dźwięki szumiących fal wody płynącej rowie, w którego miejscu niegdyś był chodnik.
|
|
Komentarzy:
10
|
|
2007-09-07
Portal od kuchni
|
Interia - terabajty danych, dziesiątki serwisów. Setki komputerów w naszym budynku w Krakowie, kilkuset pracowników. Jednak oprócz tego, co widzicie przeglądając nasz portal, istnieje jeszcze całe "zaplecze" - coś jak kuchnia, w której pichcimy kolejne serwisy, informacje, konkursy, usługi.
Ten blog ma być właśnie takim wejściem od kuchni do Interii. Znajdziecie tu mniej oficjalne informacje z życia portalu, anegdoty dotyczące jego pracowników, czy nasze przemyślenia na tematy wszelakie.
Ciekawi Was jak wygląda nasza szalona praca? Chcecie wiedzieć, jakie problemy napotykamy uruchamiając kolejne serwisy? Macie ochotę poznać szalone pomysły kilkuset zwariowanych "interian" z budynku na os. Teatralnym w Krakowie? Jeśli tak - to tutaj znajdziecie to wszystko o czym marzycie ;)
Okazuje się bowiem, że pomiędzy garbieniem się nad monitorem, ziewaniem i zjadaniem pizzy, czasem robimy coś bardziej kreatywnego, jak na przykład biegi z wieszakiem po schodach, zabawa klockami lego albo próby wysłania polityków do Mongolii.
Tak naprawdę nie jest to nasz pierwszy blog firmowy. Wcześniej w tym miejscu znajdował się "pamiętnik" bardziej oficjalny, w którym nasz dział Public Relations informował o nowych serwisach, konkursach, rozwiązaniach i tak dalej. Obecnie takie informacje możecie znaleźć w na tej podstronie.
Tym razem startujemy z projektem znacznie mniej oficjalnym, co prawdopodobnie już zauważyliście czytając ten pierwszy wpis ;) Możemy więc chyba uznać blog portalu Interia.pl - "Interianie" - za otwarty! :)
Niech Moc będzie z Wami (starwarsowo), ału-ału-ałuuu (a'la "300"), pozdrowienia (klasycznie)!
|
|
Komentarzy:
4
|
|